[…] Tak, to prawda, pierwszy raz zetknąłem się ze sztuką właśnie w Bydgoszczy, kiedy nauczyciel rysunku zaprowadził moją klasę do Muzeum im. Wyczółkowskiego. Zafascynowała mnie jego akwarela Wiosna w Gościeradzu, przedstawiająca wnętrze pokoju: wiatr targa firanką w otwartym oknie, na pierwszym planie stoi opuszczony fotel, na którym przed chwilą jakby ktoś jeszcze siedział i zachwycał się kwitnącą jabłonką w sadzie. To jest metafizyczne zatrzymanie czasu, miejsca. Ten obraz jest wciąż w mojej głowie, nie opuści mnie do końca życia. Poza wartością malarską są w nim spokój, piękno, refleksja, zatrzymana chwila.
Fotel ten zresztą do dziś stoi w Muzeum Wyczółkowskiego w Bydgoszczy. Kiedy je odwiedziłem, pani kustosz pozwoliła mi na chwilę usadowić się w nim, co uwiecznione zostało nawet na zdjęciu. Mogłem wtedy, choć przez chwilę, poczuć się bardzo blisko mojego ulubionego malarza.
Jako dzieciak jeździłem czasem z rodzicami w niedzielę kolejką wąskotorową do Koronowa. Po drodze znajdowały się miejscowości związane z Wyczółkowskim: Gościeradz, w którym stoi jego dworek, i Wtelno, gdzie jest pochowany na malutkim cmentarzu. Marzyłem, żeby je odwiedzić, ale udało mi się to dopiero po latach, kiedy jeździliśmy z Wandą na grzyby w lasy koszalińskie, o czym chętnie później opowiem, bo to piękna historia. […]
fragment wywiadu w książce Katarzyny Madey „Leonard Pietraszak. Ucho od śledzia”, Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza SA, 2015, s. 33