Ustawienia
PL  EN

Odwiedź nas na:



Muzeum

400 lat studukatówki Zygmunta III Wazy z 1621 roku z mennicy bydgoskiej. Cz.2 – Osoby - Obecny i nieobecny

Bydgoskie arcydzieło sztuki menniczej, czyli 100 dukatów Zygmunta III Wazy z 1621 roku, którego „matecznikiem” jest teren obecnej Wyspy Młyńskiej i funkcjonująca tam ponad 400 lat temu królewska mennica, bezpośrednio związana jest z trzema osobami. Te trzy osoby wymienione są na monecie, choć niektórzy mogliby spodziewać się też czwartej. Brzmi tajemniczo, ale też o tajemniczym obiekcie mowa, który ni to monetą, ni to medalem jest i więcej pytań stawia, niż daje odpowiedzi. Dziś będzie o jednym bohaterze obecnym na studukatówce oraz o jednym, którego można by na niej oczekiwać (gdyby była przeznaczona do obiegu). Będzie to zatem krótkie przypomnienie postaci króla Zygmunta III i drobna wzmianka zaledwie o Mikołaju Daniłłowiczu herbu Sas – podskarbim wielkim koronnym w latach 1616 – 1624. Zanim jednak o nich, to krótkie wprowadzenie.  

Awers studukatówki Zygmunta III Wazy

fot. 100 dukatów w złocie Zygmunta III Wazy z Muzeum Narodowego w Budapeszcie;
źródło: https://www.lazienki-krolewskie.pl/.../bratankow-dzieje...


Jakkolwiek nie od dziś badacze łamią sobie głowy nad naturą studukatówki (moneta to, czy medal??? Zarówno za jednym, jak i drugim poglądem stoją poważne argumenty) i daleko im do wypracowania konsensusu, to jednak w warstwie terminologicznej przyjęło się podkreślać jednak jej monetarny charakter (przemawia za tym waga, która jest wielokrotnością wagi dukata, rewers w konwencji monetarnej, nominał na rancie, czy wreszcie srebrne i złote odbitki – frakcje, powielające wagę talara bądź dukata). Zwolennicy „teorii medalowej” wskazują na oryginalność pomysłu oraz artyzm wykonania i – co niebywale ważne - na brak herbu podskarbiego, który wszakże umieszczany był na monetach. Funkcjonuje też pogląd pośredni, zalecający studukatówkę nazywać monetą medalową, o charakterze podarunkowym (donatywa) i jest to chyba najwłaściwsze rozwiązanie. Dla porządku należy dodać, że nie brak też badaczy, forsujących teorię, że była to moneta obiegowa (czemuż więc bez obecności na niej herbu podskarbiego, który w takim przypadku winien się na niej znajdować?). 


Wróćmy jednak do głównego bohatera, obecnego na monecie - króla Zygmunta III Wazy, któremu studukatówka jest poświęcona. Jego mistrzowsko wykonany konterfekt świetnie opisał dr Witold Garbaczewski z Muzeum Narodowego w Poznaniu: „Stronę główną monety zajmuje popiersie władcy z torsem en troi quarts i głową z profilu w prawo. Jest to bezsprzecznie jedno z najciekawszych ujęć portretowych w numizmatyce polskiej. Władca spogląda przed siebie z lekkim zamyśleniem, odziany jest w misternie zdobioną zbroję, spod której wychodzi opinający szyję ażurowy kołnierzyk. Charakterystyczne szczegóły twarzy („szwedzki” zarost z nastroszonym wąsem, krótko przycięte włosy ułożone, niczym u rzymskiego imperatora, w zawijające się kosmyki) spotykamy również w innych źródłach ikonograficznych z epoki (malarstwo, grafika). Z lewego ramienia Zygmunta zwiesza się szarfa dowódcza, przez pierś natomiast biegnie łańcuch orderu Złotego Runa. Naramienniki zbroi władcy ozdobione zostały głowami lwów…” (W. Garbaczewski, Król Zygmunt i Herkules. O ikonografii najpiękniejszej monety polskiej, Biuletyn Numizmatyczny 2006 : 4, s. 266). Stylizowane głowy lwów to odwołanie się do symboliki heraklejskiej. Król Zygmunt przyrównany został do antycznego herosa (pogromca lwa nemejskiego), stając się niejako Herkulesem chrześcijańskim, Herkulesem Polskim, Sarmackim, posiadaczem takich wartości, jak dzielność, odwaga, sprawiedliwość, nieugiętość, siła, krótko mówiąc – cnoty heroicznej. Już w antyku władcy wiązani byli z Heraklesem/Herkulesem, na przykład Aleksander Macedoński, czy później cesarz Kommodus, jednak przedstawienie Zygmunta III, przybranego w heraklejskie lwy, to ukazanie Herkulesa chrześcijańskiego, władcy – rycerza chrześcijańskiego, będącego współczesnym odbiciem mitologicznego półboga. Wróćmy ponownie do dr. Witolda Garbaczewskiego: „Symbolikę rycerza chrystusowego uwypukla jeszcze jeden element królewskiego przedstawienia – order Złotego Runa, który z naramiennikiem w kształcie głowy lwa wiąże się właśnie poprzez osobę Herkulesa. Odznaczenie to, cieszące się wśród arystokracji europejskiej niezwykłą estymą, ustanowione zostało w r. 1429 przez Filipa Dobrego, na którego dworze gorliwie kultywowano szczytne tradycje średniowiecznego rycerstwa. Wzorów rycerskich cnót doszukiwano się tu również w dziełach klasycznych, a liczne przejęte stamtąd epizody – w tym przede wszystkim wyprawa po Złote Runo – stawały się kanwą, na której budowano rycerski etos. Jednak to nie Jazon – przywódca wyprawy – cieszył się tutaj największą popularnością, ale właśnie Herkules, jeden z jej uczestników, postrzegany zarazem jako założyciel dynastii burgundzkiej. Teologiczna wykładnia jego czynów jeszcze w średniowieczu (Hraban Maur) sprawiła, że stał się on wzorem dla władcy chrześcijańskiego(…). Tak więc udekorowany Złotym Runem Zygmunt III to monarcha stojący w rzędzie Herkulesów katolicyzmu, a umieszczone na jego ramionach lwie głowy interpretację tę w znacznym stopniu uprawdopodobniają" (W. Garbaczewski, Monety bite w mennicy bydgoskiej. Ikonografia i miejsce w sztuce polskiej doby manieryzmu i baroku, Materiały do Dziejów Kultury i Sztuki Bydgoszczy i Regionu, t. 5, 2000, s. 18-19). Całości kompozycji dopełnia rozbudowana tytulatura króla, która rozpoczęta na awersie ma swoją kontynuację na rewersie 100 dukatów. W konsekwencji otrzymujemy bogaty treściowo przekaz propagandowy, prezentujący odbiorcy obraz silnego, odważnego i sprawiedliwego władcy chrześcijańskiego, panującego nad olbrzymim terytorium (zasięg władzy terytorialnej widoczny jest w tytulaturze), co dodatkowo wzmocnione zostało przez okalający całą kompozycję wieniec laurowy – symbol triumfu. 


Na koniec krótko o Mikołaju Daniłłowiczu herbu Sas – podskarbim wielkim koronnym w latach 1616 – 1624. Wspomnieć o nim trzeba dla porządku, chociaż brakuje jego herbu na 100 dukatach. Jak wspomniano jest to argument dla przeciwników uznawania studukatówki za monetę. Jeśli jednak uznamy ją za monetę podarunkową, donatywę, to wcale nie musimy oczekiwać na niej podskarbiowskiego herbu. Nie byłby to pierwszy przypadek donatywy bez takowego herbu. Co innego w przypadku monet obiegowych – brak herbu podskarbiego skłaniał by do refleksji. A co do Mikołaja Daniłłowicza – zanim został podskarbim pełnił służbę wojskową na kresach, służąc pod dowództwem hetmana Stanisława Żółkiewskiego. Brał też udział w wyprawie cecorskiej, zapoczątkowującej wojnę polsko – turecką (1620 – 1621), zakończoną obroną Chocimia w 1621 roku, które to wydarzenie ściśle wiąże się z rozważaniami na temat przyczyny emisji studukatówki i do którego jeszcze wrócimy. W tym samym, znamiennym roku (”Rok 1621 był to dziwny rok…”) Mikołaj Daniłłowicz pobudował w Warszawie kamienicę. Niestety nie przetrwała ona szwedzkiej nawałnicy, ale co ważne – po odbudowie stała się siedzibą Biblioteki Załuskich z bogatą kolekcją między innymi rodu Żółkiewskich. Już w 2 połowie XVIII stulecia była jedną z największych na świecie.


W kolejnym naszym spotkaniu ze studukatówką przybliżymy drugą, spośród trzech, osobę, bezpośrednio z nią związaną. 

 

Jarosław Kozłowski       
 

Autor: Jarosław Kozłowski



Designed: Jimpenny / Programmed: FreshData